Multitasking czy Mindfulness, czyli o efektywnym wykorzystaniu czasu

Ten artykuł powinien przeczytać  każdy, kto bez zastanowienia podpisał by się pod stwierdzeniem, że 24- godzinna doba to za mało. I każdy kto szuka magicznego zaklęcia, które skutecznie by tę dobę wydłużyło. Mimo postępu cywilizacyjnego, rozwoju technologii i nieustannej robotyzacji wszystkiego co się da, każdy z nas narzeka stale na brak czasu wolnego, nadmiar obowiązków i niemożność ogarnięcia ich wszystkich na czas.

Tyle mamy wspaniałych urządzeń, aplikacji i podejść psychologicznych do kwestii organizacji czasu, a i tak ciągle się nie wyrabiamy, odkładamy na później, wymyślamy wymówki, by jakoś wytłumaczyć opóźnienia, a słowo deadline spędza nam sen z powiek i przyprawia o drgawki.

Komputery są stworzone do multitaskingu…

Jednym z rozwiązań, pomocnych w uporaniu się z nadmiarem zadań ma być multitasking, czyli wielozadaniowość.  Termin zaczerpnięto z branży informatycznej, to zapożyczenie od computer multitasking, czyli przystosowania maszyn-komputerów, do przetwarzania kilku żądań użytkownika i praca nad kilkoma zadaniami jednocześnie. Zdecydowano, że człowiek, niby nie maszyna, ale też mógłby w takim trybie pracować. Stąd pomysł wprowadzenia wielozadaniowości jako narzędzia służącego efektywniejszemu wykorzystaniu czasu.

Multitasking, czy jak kto woli wielozadaniowość, to wykonywanie więcej niż jednego zadania jednocześnie.

Tryb wielozadaniowości nie niesie z sobą żadnych niebezpieczeństw, gdy malujemy paznokcie, oglądając ulubiony serial, czy gdy gotując obiad, słuchamy wiadomości. W tych przypadkach to raczej kwestia podzielności uwagi i automatyzmu wynikającego z dużego doświadczenia i częstego wykonywania danej czynności. Niekoniecznie jest to najlepsze rozwiązanie, jeśli bierzemy pod uwagę zadania bardziej poważne i odpowiedzialne, wymagające pełnego zaangażowania i rozmysłu w działaniu.

Dlaczego multitasking jest dla nas nieodpowiedni?

Chociaż multitasking ma wielu zagorzałych zwolenników, ja postaram się Wam przedstawić  zdrowszą alternatywę i wyjaśnię, dlaczego sama nie uległam modzie na wielozadaniowość.

Według licznego grona naukowców, jako ludzie nie jesteśmy poznawczo zdolni do wielozadaniowości, a mózg może skupić się na jednym, góra dwóch zadaniach jednocześnie. Można za pomocą różnych technik go ćwiczyć i zwiększać tę ilość, ale po co, skoro… to tylko pozorne wrażenie, że efektywniej wykorzystujemy czas.

Podczas wykonywania kilku czynności na raz, ciągle musimy przerzucać uwagę z jednego zadania na inne. Każde z nich angażuje inną część mózgu, co wiąże się ze skomplikowanym procesem dezaktywacji neuronów związanych z jednym zadaniem i aktywacji innych. Co niestety oznacza stratę czasu i informacji. Ponadto multitasking wypływa negatywnie na jakość i efektywność pracy, gdyż powoduje wydzielanie hormonów stresu: adrenalina i kortyzol. Co więcej, szkodzi pamięci – stres powoduje uszkodzenia pamięci krótkotrwałej. Często zdarza Ci się, że rozmawiając przez telefon ze znajomym, odpisujesz na służbowy mail, a potem dopiero orientujesz się, że zapomniałeś do maila dołączyć  w załącznikach istotne dokumenty? A może rano wychodząc do pracy, obiecujesz kupić coś na kolację wracając, a jednak kończy się na zamówieniu pizzy, bo… wyleciało z głowy. No właśnie – nie pamiętamy, bo nasza uwaga jest zbyt rozproszona, a my niezbyt skoncentrowani.

Gdy przerzucamy się z zadania na zadanie, tracimy 50%

Naukowcy obradujący na corocznym zjeździe Society for Neuroscience przyznali, że kiedy pracujemy w trybie wielozadaniowości i przerzucamy uwagę z zadania na zadanie, PRAWIDŁOWE wykonanie tych zadań zajmuje około 50% czasu więcej i popełniamy przy tym ok. 40% błędów więcej.  Jeżeli więc chcemy efektywnie pracować i faktycznie zaoszczędzić czas, nie tracąc nic na jakości wykonania, należałoby raczej spróbować innych metod.

Przyznajcie się sami przed sobą ile razy zdarzyło Wam się wracać, żeby sprawdzić czy wyłączyliście żelazko, czy zestawiliście gotującą się zupę z gazu, czy zamknęliście drzwi, tylko dlatego, że w chwili wychodzenia z domu, nie zwróciliście uwagi na to czy przekręciliście klucz w zamku, czy nie? Nieuwaga, roztargnienie, za dużo na głowie – wszystko się zgadza. Jak nad tym zapanować?

Mindfulness a multitasking

Dla mnie naturalnym przeciwieństwem dla multitaskingu jest mindfulness, czyli pełne zaangażowanie w to, co się dzieje i w to, co robimy w danej chwili. Sama często próbowałam ogarnąć kilka spraw na raz. Najbardziej drażniło mnie to, że w międzyczasie coś mi gdzieś umknęło, z powodu presji czasu, nie mogłam każdej z nich poświęcić odpowiednio dużo uwagi i w związku z tym robiłam je byle jak, byle tylko odhaczyć z listy do zrobienia. Co i tak nie następowało, bo zazwyczaj trzeba było jednak coś poprawić, wracać, a czasem nawet zaczynać od nowa. Na początku też nieufnie podchodziłam do pomysłu, żeby zadania wykonywać po kolei, jedno po drugim, w pełni poświęcając się temu, co robię teraz.

Jednak spróbowałam i na własnej skórze się przekonałam, że wcale nie tracę więcej czasu i co najważniejsze nie popełniam tylu frustrujących, głupich błędów co wcześniej. Robię jedno zadanie na raz i dobrze mi z tym. Przy okazji można się w pełni poświęcić  uważnemu medytowaniu nad tym zadaniem, co zamiast stresować, wpływa relaksująco.

multitasking

Kończąc mam poczucie dobrze wykonanej misji. Nie dałam się spanikować, działałam zgodnie z planem, krok po kroku, z rozmysłem i rozwagą wykonywałam każdy etap danej czynności. Skończyłam na czas, mam pewność, że nic nie muszę poprawiać, jestem zadowolona, biorę się za kolejną rzecz. Tym sposobem w ciągu dnia z listy do zrobienia mogę skreślić kilka pozycji, w przypadku działania w duchu multitaskingu często nie można skreślić nic, bo rozpoczętych zostało kilka zadań, ale żadnego nie udało się jeszcze zakończyć. Lepiej kłaść się spać z poczuciem wykonania misji, a nie udręki, że jutro znów się trzeba ścigać z czasem.

Może i multitasking wygląda efektownie, ale jeśli chcemy efektywności to stawiałabym na mindfulness. Dlatego chętnie przyznaję rację i przybijam piątkę Panie Steve Uzzell!

„Wielozadaniowość to tylko okazja, by spaprać wiele rzeczy naraz”



O autorze

Magdalena Pardiak
Absolwentka krakowskiej Akademii Wychowania Fizycznego, Instruktor Metody Pilates i form psychofizycznych. Stonowana ryzykantka. Wyda ostatnie pieniądze na dobrą książkę. Lubi grzebać w okolicach mózgu.

Inne artykuły tego autora