Konferencja Sharatha, Ashtanga I Dlaczego Warto Jechać Do Mysore

„W każdą sobotę w głównej shali Instytutu Ashtangi w Mysore gromadzą się tłumy. Konferencja zaczyna się o godzinie 9:30 ‚shala time’ – czasu wskazywanego przez zegar w shali – co oznacza jakieś 10-20 minut wcześniej od +6 GMT – oficjalnego czasu strefy w której leży Mysore” – zaczyna Marta M. Głowacka, która dzisiaj zabiera nas w dalszą część swojej podróży do Indii.

Joga Ashtanga w Mysore

Shala Time

Powinnam więc, zgodnie z godziną wyświetlaną na moim telefonie, być w shali już przed godziną 9. Zawsze coś pokręcę i jestem za późno lub za wcześnie. Również dlatego, że nie widziałam jeszcze w Mysore dwóch zegarów, które wskazywałyby tę samą godzinę.

Całe to zamieszanie, albo przynajmniej jego część, ma związek z tradycją ręcznego nakręcania zegara wiszącego z shali, który już od czasów Guru K.Pattabhi Joisa zwykł się spóźniać. Dlatego zawsze godzina nastawiana jest na nim z 20 minutowym wyprzedzeniem… Jeśli już się z kimś umawiasz, nie zapomnij dodać ‚shala time’.

Nareszcie konferencja

W sali gromadzą się tłumy, bo każdy chciałby usiąść jak najbliżej Sharatha – naszego nauczyciela, który po śmierci Pattabhi Joisa, wraz ze swoją matką, córką Pattabhiego, Saraswathi, kontynuują tradycję Paramparā (sanskryt: następstwo, kontynuacja, tradycja) czyli przekazywania wiedzy z nauczyciela na ucznia.

Na podium leży kilka telefonów nagrywających konferencję, połowa uczestników trzyma w rękach aparaty. Wszyscy w ciszy, napięciu, skupieniu. Studenci, będący często w rodzinnych stronach nauczycielami, młodzi oraz dojrzali w wieku, z przeróżnych stron świata – wszyscy spotykamy się w Mysore, żeby czerpać nauki ze źródła. Pogłębiamy naszą wiedzę nie tylko o asanie (w tłumaczeniu ze sanskrytu āsana to pozycja siedząca, dzisiaj za asanę uważa się ustawienie ciała podczas praktyki jogi) ale także o yamie (yāmā to w bardzo dużym skrócie dyscyplina moralna), niyamie (niyāma – unikanie przemocy), pranayamie (prānā – siła życiowa, ayāma – przedłużenie, pranajama to ćwiczenia kontroli oddechu) i pozostałych czterech członach ashtangi (ashtanga, od wyrazu ashta oznaczającego osiem anga – człon, odnóże czyli składa się z 8 współtworzacych ją części) na którą składają się również: pratyahara, dharana, dhyana oraz samadhi.

Sharath zaczyna i wszyscy wpatrują się w niego z zamiłowaniem

Dlaczego? Nie wiem, ale samam mam łzy w oczach widząc go i słysząc na żywo po raz pierwszy. Czy to siła sugestii, czy może nieprzerwana tradycja której on jest uosobieniem, objawieniem ścieżki, którą z taką pasją i namiętności wszyscy tu zgromadzeni podążamy…

Mówi o tym, czym powinna być dla nas praktyka asany. Dzisiaj asany i joga w ogóle są bardzo modne i łatwo zgubić scieżkę… Warto się czasami nad tym zastanowić, dlaczego właściwie praktykujemy jogę. Czy chodzi nam o pracę nad sobą, o pracę głęboką i duchową, czy tylko o to, żeby nauczyć się kolejnych gimnastycznych pozycji. Powtarza, że asany nie da się zrozumieć i nauczyć podczas jednego wyjazdu treningowego czy workshopu. Że certyfikaty nauczycielskie przyznawane w 15 dni nie dają nam wiedzy ani umiejętności niezbędnych do uczenia innych. Że praca nad każdą kolejną asaną jest jak przygotowanie do wspinaczki na Mt Everest – nie da się jej pominąć, a tym bardziej nie da się zdobyć szczytu bez wielomiesięcznych przygotowań.

Sharath o tym co jest ważne w praktyce

Sharath mówił też o sekwencji Powitania Słońca i o tym, że warto ją powtarzać każdego dnia wielokrotnie. Zażartował nawet, że najlepiej aż 108 razy, bo tyle właśnie razy powtarza się zgodnie z tradycją mantrę, żeby spotkęgować jej działanie. Pozycje składające się na Surya Namaskar są bowiem najlepszym przygotowaniem dla ciała i umysłu do praktyki kolejnych asan.

Wspomina też o relacji ucznia z nauczycielem, o tym jak istotny jest dobry nauczyciel, który przytemperuje nasze ego i chęć wykonywania dalszych asan, jeśli nie opanowaliśmy jeszcze tych podstawowych (odnosi się to głównie do praktyki Ashtanga Jogi Mysore), ale też zmotywuje do praktyki i regularnej pracy jeśli z jakiś przyczyn nie mamy danego dnia na nią ochoty.

No fear, no fun

Bardzo podobała mi się jego odpowiedź na jedno z zadanych pytań dotyczące strachu podczas nauki nowych pozycji. Na przykład stania na rękach czy mostku. ‚No fear no fun’ odpowiedział Sharath i wybuchnął zaraźliwym śmiechem. Jeśli jakaś pozycja sprawia ci szczególną trudność, boisz się jej i unikasz – to praktykuj ją codziennie. Im bardziej nie lubisz jakiejś asany, tym bardziej jej potrzebujesz, a przełamując bariery fizyczne pozbywasz się również tych emocjonalnych i umysłowych.

Jednym z cytatów Pattabhi Joisa który zawsze mnie inspirował jest: ‚body no stiff, mind stiff’. Bo tak na prawdę w jodze, w praktyce asan, ale też w życiu, wszystko sprowadza się to tego jednego prostego zdania. Żeby uwierzyć że się da.

To nie nasze ciało jest sztywne, to umysł. Myślę że o tym samym, tylko innymi słowami, mówił dziś Sharath.

Dlatego sama podróż do Mysore, możliwośc praktyki pod okiem Sharatha lub Saraswathi, uczestniczenia w cotygodniowych konferencjach, lekcjach śpiewu i sanskrytu jest przepięknym doświadczeniem do którego z całych sił zachęcam. I nie ma znaczenia to, jak zaawansowany jesteś w swojej praktyce. Czy dotąd praktykowałeś raz czy cztery razy w tygodniu. Czy potrafisz stać na głowie, czy jeszcze nie. Wszyscy uczymy się całe życie, a największa sztuka polega na tym, żeby sobie uświadomić: ‚yes, you can!’. Możesz zrobić i osiągnąć to, czego sobie tylko wymarzysz. Zacznij walczyć o to już dziś!

Marta M. Glowacka

Więcej zdjęć z tego etapu podróży do Indii znajdziesz TUTAJ!



O autorze

Marta M Glowacka

Inne artykuły tego autora