Rodzaje Kryzysu W Praktyce Jogi i Jak Sobie z Nimi Poradzić

Poniższy wpis pochodzi o Moniki Bobkowskiej. Monika z wykształecnia jest plastykiem, z zamiłowania nauczycielem jogi, pozostałe zainteresowania czy zdobyte umiejętności: bioenergoterapia czy kursy masażu naturalne zintegrowały się i pomogły mi w codziennej pracy.

Joga w Domu - kryzys w praktyce

Od kilku lat zajmuję się głównie uczeniem jogi. Sama od ponad 11 lat praktykuję jogę. Interesuję się holistycznym spojrzeniem na życie człowieka, naturopatią. Od wielu lat czuję się silnie związana z Dalekim Wschodem, szczególnie kraje związane z buddyzmem. Z początku dzięki praktyce jogi zafascynowały ją Indie i to Indie stały się jej drugim domem. Na początku miała bardzo idealistyczne i jednostronne podejście do Orientu, widząc jedynie orginalność: piękne kolory, biżuterię i całą tę egzotykę, którą można zobaczyć w pismach podróżniczych. W trakcie wyjazdów na Wschód i nauki w kraju zaczęła zgłębiać swoją wiedzę na temat pracy z ciałem, umysłem i energią. Brała udział w wielu warsztatach pracy z ciałem, odosobnień medytacyjnych, stara się integrować całą dotychczasową wiedzę i doświadczenie w codziennym życiu i na zajęciach które prowadzi.

Więcej o Monice i jej zajęciach możesz przeczytać tutaj.

„Odtąd stajesz się tym co rozumiesz” Patanjali

Niezależnie od metody kryzys pojawia się u wszystkich praktykujących jogę. Szczególnie wtedy kiedy intensywnie pracujemy nad dyscypliną i regularnością codziennej praktyki. Jak się objawia? Na różne sposoby – od czysto fizycznego, gdy ciało staje się ciężkie i obolałe, a my pozbawieni chęci do jakiegokolwiek wysiłku; czy emocjonalnego: zniechęcenie, apatia, przygnębienie, rozdrażnienie.

Znajdujemy czas na wszystko poza czasem na chwilę wyciszenia i krótkiej choćby praktyki. Głowę mamy pełną wymówek. Można podejść do kryzysu na kilka sposobów. Czasami próbujemy przeczekać lub wyprzeć. Na kryzys możemy jednak spojrzeć w zupełnie inny sposób. Możemy potraktować to jako twórczy i badawczy okres. Przy okazji może zaobserwujemy jakieś utrwalone lub nawykowe podejście do samego siebie. Możemy spojrzeć na kryzys jak na proces, który musi się pojawić, żeby coś zmienić w naszym dotychczasowym życiu. Kiedy dopada nas kryzys to znak do wzmożonej pracy nad sobą, wnikliwej obserwacji i zmiany, pokonywania progów i kształtowania świadomości.

U podłoża kryzysu w jodze, jak i w życiu jest to, że chcemy być „kimś”.

Rzadko potrafimy po prostu być sobą i czuć się z tym dobrze. Niełatwo znaleźć kogoś, kto totalnie się akceptuje. „Stawanie się kimś” jest źródłem napięć, ponieważ nie akceptujemy tego, kim jesteśmy. Zawsze przecież, możemy być lepsi, ładniejsi, mądrzejsi. Możemy pragnąć duchowego rozwoju, bogactwa, sławy, a gdy już to mamy zawsze możemy chcieć więcej. Czy tym właśnie jesteśmy co posiadamy czy osiągamy?

Tworzymy ideał szczęścia, wizję, a im bardziej wymyka się spod kontroli, tym większe pojawia się napięcie. Na prowadzonych przeze mnie zajęciach zdarzają się osoby które się „katują” w praktyce, walczą ze sobą, nieszczęśliwi, że „znowu muszą” przyjść na zajęcia, odliczając czas do końca zajęć. Już na samym początku pojawia się „błąd umysłu”. To nawyk przeniesiony z pędu życia, gdzie naginamy się do różnych sytuacji, czy jesteśmy zmuszeni, aby coś wykonać. W rzeczywistości do niczego się nie musimy naginać, ani do niczego zmuszać. To tylko nasze negatywne nastawienie, które możemy zmienić tak jak zmienić możemy sztywność naszego ciała. Takie nastawienie sprzyja stresom i napięciom w codziennym życiu. A zachowanie w trakcie praktyki to szansa na zaobserwowanie tego.

Joga to nie tylko praktyka asan na lekcjach jogi. Praktyka asan jest dyscypliną analitycznej obserwacji. Chcemy przenieść tę wypracowaną na macie świadomość do codziennego życia.

Cokolwiek się nie wydarza wokół nas jest czyste i bez napięcia. To chęć bycia kimś, wizja samego siebie, wyobrażenia i sposób postrzegania kształtuje cierpienie. Jak to zmienić? Jak wydobyć się z matni umysłu? Nauki jogi mówią o uspokojeniu, ustabilizowaniu i ugruntowaniu umysłu. Możemy być wtedy obecni, świadomi. Obecni możemy stawać się przez skupienie i uważność w trakcie praktyki asan czy medytacji. Ta chwila jest wyrazem teraźniejszości. Możemy odczuć wtedy spokój i błogość. A kiedy jej braknie – tęsknimy za nią, przywiązując się do tej chwili, lgniemy w kolejną przeszkodę ego.

Przestajemy akceptować przemijanie tej chwili spokoju i błogości, choć chcielibyśmy pozostać w tej chwili na dłużej. Przywiązujemy się do tego stanu i za wszelką cenę chcemy go zatrzymać. Pojawia się przywiązanie, pragnienie, pożądanie – jedna z trucizn umysłu, powodujących całe zamieszanie. Kiedy coś chcemy, zazwyczaj jest to utrudnione. Podobnie jest w codziennym życiu. Pragniemy zatrzymać ludzi, z którymi się przyjaźniliśmy, sytuacje, chwile. Chcemy przecież, aby ta chwila trwała wiecznie! CHCEMY. Czasami próbujemy odtworzyć jakąś sytuację, chwilę, relację, ale przecież ona już minęła. I tak zataczamy kolejne kręgi. Obserwując to mamy szansę się uczyć, nabierać doświadczenie i świadomość w szkole życia.
Jeśli robimy praktykę rano, mogą pojawić się problemy z porannym wstawaniem.

Niechęć do wzmożonego wysiłku, wszechogarniające lenistwo, powrót do starych nawyków. Usprawiedliwiamy samych siebie przed sobą: „tak dzisiaj to naprawdę się źle czułem, nie mogłem wstać” itp. Znajdujemy wymówki.
Być może za mocno spinamy się aby prowadzić zdrowy tryb życia. Chcemy zrobić wszystko naraz, natychmiast, ograniczając w ten sposób przestrzeń na zmianę, powolny proces. Potrzebujemy więcej czasu aby zmienić stare nawyki, nastawienie, błędy umysłu. Przecież wszyscy wiemy, że nic nie przychodzi samo, ani natychmiast. Nie oszukujmy się, dajmy sobie czas i przestrzeń do zmiany. Zrelaksujmy się i potraktujmy wówczas tę przykładową poranną praktykę z uśmiechem. To pozytywny czas prowadzący nas do zmiany.

Toczymy ze sobą wewnętrzną walkę o dyscyplinę. Ogarniają nas ambicje, aby jak najszybciej się rozwinąć w praktyce, kiedy brak wyczucia ciała, uważności, obecności. To prosta droga do kontuzji, bo znów za mocno CHCEMY. Ból, kontuzje to efekt, że chcieliśmy za bardzo i za szybko. Takie nastawienie sprzyja również szybkiemu „wypaleniu”. Zmęczeni, sfrustrowani, przemęczeni – „odpuszczamy” sobie.

Rzucamy się na nowo na hedonistycznie na życie, zaczynamy sobie dogadzać, bo „po co mamy się tak męczyć?”. To dogadzanie ma różne formy, to szukanie szczęścia. Jedną z nich jest jedzenie. Tak jak byśmy chcieli zrekompensować sobie poprzednie miesiące wytężonej pracy. Buddyjski nauczyciel Khyentse Norbu żartuje sobie, że nie znajdziesz szczęścia w lodówce. Tak, jedzenie naszych ulubionych potraw może dostarczyć nam miłego odczucia zmysłowego. Ale czy tego szukamy? Zaspokojeni przez pierwszą podstawową potrzebę, czujemy się jak dzieci zapchani „papką miłości” Joga uczy nas umiaru, umiejętności balansowania, wyczucia, uważności w stosunku do samego siebie i innych. Tylko przez takie doświadczenia możemy się nauczyć jak prowadzić zrównoważone życie. Jeśli jednak deser został zjedzony z poczuciem winny, bo np. właśnie odstawiamy słodycze. Nasze ulubione danie właśnie powoduje niestrawność, bo zjedliśmy za dużo. Pojawia się poczucie winy, wracamy do natrętnych myśli, przygnębienia, depresji, braku sił. Niezawodna „papka miłości” w postaci ulubionego dania zawiodła. I co wtedy?

Akceptacja droga do wolności (wielbłąd, lew i dziecko)

Na wschodzie metodą do zrozumienia kryzysu jest akceptacja, obserwacja i doświadczenie. Na zachodzie zaś badamy, analizujemy, logicznie podsumowujemy, kwalifikujemy i uogólniamy. Spójrzmy na siebie z perspektywy poszanowania swojego własnego, szczególnego temperamentu i sposobu funkcjonowania.

W tych wewnętrznych i zewnętrznych przemianach zainspirowały mnie wypowiedzi Osho, nieżyjącego i wciąż budzącego kontrowersje, jednego z większych współczesnych nauczycieli duchowych. Kryzys można zaliczyć do jednego z elementów rozwoju. Osho porównuje rozwój duchowy człowieka do przemiany larwy w motyla. Jest etap kokonu, etap gąsienicy, aby w końcu rozłożyć piękne skrzydła i postać motyla. Na każdym etapie mamy inny ogląd rzeczywistości. Osho przytacza metaforę rozwoju – metamorfozy ducha użytą przez Nietzschego, nazywając pierwszą fazę „wielbłądem”, drugą „lwem”, a trzecią „dzieckiem”.

Etap wielbłąda

Każdy człowiek musi przyswoić kulturowe dziedzictwo swojego społeczeństwa – jego, kulturę, religię, ludzi. Musi przyswoić sobie wszystko co przeszłość mu udostępnia.(…) Przeszłość trzeba przetrawić . Nie ma w niej nic złego. To twoja przeszłość.(…) Stan wielbłąda to asymilacja. Wielbłąd nie wie jak powiedzieć „nie”. Wielbłąd nie zna „nie”

Zna tylko „tak” i to „tak” również nie ma wielkiego znaczenia, ponieważ jeśli nie znasz „nie „twoje „tak” nie może być głębokie. Wielbłąd nie wie, co się dzieje: ciągle tylko mówi „tak” ponieważ to jedyne słowo jakie go nauczono. (…) To jest stan przed umysłem przed „ja”. Umysł się rozwija, ale nie jest jeszcze sprecyzowany „ Ja” jest w drodze. Na etapie wielbłąda jest zależność i bezradność”. „Wielbłąd” charakteryzuję się tym, że wszyscy są ważni nie ty, bo ciebie wciąż nie ma. A więc ważniejsze jest państwo, politycy , religia, rodzice, dzieci.

Osho uważa, że większa część ludzi pozostaje na etapie wielbłąda przez całe życie.

Etap lwa

Drugi etap to bycie lwem. To etap silnego ego. „Lew zaczyna rozszarpywać wielkiego potwora zwanego – nie możesz”. „Lew” w człowieku ryczy przeciw wszystkim autorytetom. To reakcja, bunt przeciw „wielbłądowi”. Stajesz się świadomy własnej kreatywności. Odkrywasz, że twoje wewnętrzne światło jest ostatecznym źródłem wszystkich autentycznych wartości swojego najgłębszego potencjału. Niektórzy zatrzymują się na etapie „lwa”: wciąż ryczą i ryczą, aż od tego ryku opadają z sił.

Etap dziecka

Trzeci etap to „Dziecko” lub etap „mędrca”. Całkowicie niewinny i wolny od przeszłości akceptujący przeszłość.(…) „Dzieckiem” stajemy się kiedy lęk przed powrotem do stanu „wielbłąda” znika całkowicie, a ryk ”lwa” ustaje. Wtedy rodzi się piosenka dziecka”

Rozpoczynamy od cierpienia wielbłąda, trzeci etap to etap szczęścia a pomiędzy nimi jest stan lwa – czasem przyjemny , czasem bolesny a czasem miły.

Dalej Osho tłumaczy, że na pierwszym etapie otrzymujesz od społeczeństwa wykształcenie, kończysz kolejne szkoły, uczelnie, zostajesz doskonałym wielbłądem z dyplomem. Lwem musisz stać się samodzielnie. Zostając lwem możesz zirytować wszystkie wielbłądy. Ponieważ wielbłądy nie lubią rewolucjonistów i buntowników i nie myślą o wielkich rzeczach. Ponieważ wielbłądy są zwierzętami kochającymi spokój i ład. Jeśli w wielbłądzie narodzi się chęć bycia lwem pozostałe wielbłądy będą próbowały go odwieść od tego zamiaru. Świadomość tego na jakim etapie jesteśmy w naszym życiu jest dużym krokiem naprzód.


Czytaj dalej tutaj >>



O autorze

Ewa Wysocka
Ewa jest założycielką PortalYogi i miłośniczką różnych form aktywności fizycznej. Poza jogą uwielbia bieganie i jazdę na rowerze, a zimą narty biegowe.

Inne artykuły tego autora