Jogowe postanowienie na nowy rok? Jak wytrwać w praktyce w 2018?

Nowy rok to czas mobilizacji: muszę schudnąć, muszę zmieścić się w te jeansy, muszę wreszcie zadbać o siebie, zacząć więcej czytać, rozwijać swoje hobby. Jak co roku o tej porze. Świat zachęca nas i popycha do działania.  W telewizji ruszają kampanie reklamowe, a w nich:  tabletki na odchudzanie, na niewchłanianie kalorii (???), męskie jogurty z białkiem, nowe ciuchy do biegania i cała gama produktów, które sprawią, że w mig osiągniesz swoje cele. Może by tak w tym roku zacząć wprowadzać w życie program „chcę”, a nie  „muszę”? Może by tak w tym roku po prostu czuć się dobrze? Co Ty na to? Brzmi dobrze? Powiem więcej – brzmi świetnie!

Joga – najlepsze postanowienie na nowy rok

I teraz opowiem Ci coś z własnego doświadczenia, bo jestem joginką. Praktykuję jogę już parę lat. Od zawsze lubiłam ruch. Rolki, rower, łyżwy, jazda konna, siatkówka, pływanie i wiele innych. Kiedy byłam starsza, trafiłam na zajęcia jogi i tak zostałam do dziś.

Praktyka asan przyniosła mi wiele radości i wyzwań. Oprócz tego zaczęłam odczuwać bardziej subtelne efekty, jakie przyniosła praktyka – przeogromna pokora, wyciszenie i odnalezienie w sobie czegoś, czego nie umiałam znaleźć długo, czyli samej siebie.

Ponadto od ponad roku jestem instruktorką jogi. Niesamowite dla mnie jest to, jak ludzie reagują na praktykę. Nierzadko spotykam uczestników moich zajęć, którzy opowiadają mi jak cudnie się czuli po zajęciach jogi. Jakby urośli o parę centymetrów. I właśnie o to w tym wszystkim chodzi. O radość z tego, że robimy coś dla siebie, że mamy ten moment dnia, który poświęcamy dla własnego dobrostanu.

Zacznij od małego wyzwania

Dlatego w tym roku polecam podjęcie małego jogowego wyzwania. Kiedyś natknęłam się na bardzo adekwatny cytat, który staram często wdrażać w życie, a mianowicie: „żeby przebiec maraton musisz postawić ten pierwszy krok”.  Zacznij od małych rzeczy – wielkie przyjdą same i to zazwyczaj w najmniej spodziewanym momencie. Można zacząć od pięciu minut dziennie. Powiem szczerze, sama tak zaczynałam. Codziennie po przebudzeniu, stawałam na macie i wykonywałam sekwencje powitań słońca. Co mi to dało? Bardzo dużo!. Nie wspominam nawet o rozciągniętych tyłach ud ani tego typu „technicznych” sprawach, bo to oczywiste, że jeżeli będziemy ćwiczyć, to zakres ruchów będzie się powiększał, a siła rosła. Chodzi mi bardziej o umysł. Te kilka chwil poświęconych rano na praktykę od razu rozbudza moje ciało, krew szybciej krąży, dłonie stają się cieplejsze i pojawia się on – uśmiech na twarzy. I wtedy człowiek już nie wrzeszczy na innych uczestników ruchu drogowego ani na męża.  
Co ciekawe okazuje się, że codzienna umiarkowana praktyka przynosi więcej pozytywnych efektów, niż ćwiczenia raz w tygodniu w dłuższym wymiarze czasowym.
Tak więc zacznij od małych kroków. Dosłownie parę minut, kilka powitań słońca robi wielką różnicę! A z czasem może sekwencja się nieco wydłuży? Mi udało się dojść do 30 minut każdego poranka. Oczywiście nie traktuję tego jak musztry z budzikiem w ręku. Kiedy samochód mi się zepsuł i musiałam jechać z mężem do pracy, a on stał nade mną i tupał nogą „szybciej szybciej”, sekwencja została skompresowana do kilku minut. Ale była, był ten moment, była ta chwila, którą poświęciłam samej sobie, na dzień dobry, na uśmiech po prostu dla siebie.
Oczywiście staram się stosować tą zasadę również w drugą stronę. Jeśli mam więcej czasu i dobrze się czuję wydłużam praktykę do 40 czy 60 minut. Rozumiem też, że nie wszyscy jesteśmy w stanie poświęcić tych kilka minut rano. Dla niektórych pobudka i wyprawienie wszystkich do szkoły, pracy to prawdziwy maraton. Więc zdaję sobie sprawę, że takie 5 minut może się wydawać wtedy niemożliwością.
Oczywiście zawsze można ustawić budzik na chwilę wcześniej… Jeśli na samą myśl przeszły Cię ciarki po plecach to nie rób sobie tego. Bo po co? Po co robić coś dla siebie, co nie sprawia nam satysfakcji i radości, a jedynie stanowi przykry obowiązek?

Pamiętaj, wdrażamy plan „chcę”, a nie plan „muszę”

Może w takim wypadku znajdziesz trochę czasu wieczorem? Tuż przed pójściem spać? Asany pośród całej gamy swoich, nazwijmy to zastosowań, mają właściwości wyciszające i uspokajające. Regularna praktyka jogi i pranayamy pomaga w radzeniu sobie z zaburzeniami snu. Oczywiście przed samym snem nie polecałabym praktyki energetyzującej, dynamicznej (wygięć do tyłu, dynamicznych przeskoków itp.), lecz spokojniejszą, skoncentrowaną bardziej na długim oddechu. Analogicznie do poranka, na wieczory poleca się wykonywanie powitań księżyca. Więc spokojnie, nie musisz się zrywać z łóżka, żeby przywitać słońce, możesz równie dobrze wieczorem przywitać księżyc.
A co jeśli ani ranek ani wieczór nie wchodzą w grę? No to szukamy dalej! Może masz chwilę zanim dzieci wrócą ze szkoły? Oczywiście trzeba wstawić wodę na makaron, ale spójrz, makaron gotuje się 8-10 minut. Ile to czasu! Może by go poświęcić sobie? A jak wykipi? No trudno, następnym razem polecam większy garnek. Trudno jest ćwiczyć, wyciszyć i skupić na sobie, kiedy próbujemy robić kilka rzeczy na raz. Ale chodzi mi raczej o samo podejście do sprawy. Postaraj się na ten nowy rok szukać rozwiązań, a nie problemów. Uwierz mi, najtrudniejszy krok to ten pierwszy. Jeśli masz go za sobą to już bardzo dużo.
Jeśli jesteś już adeptem jogi w mniejszym lub większym stopniu, to taką codzienną praktykę cudownie można wykorzystać do rozćwiczania danej asany czy wzmacniania lub rozciągania danej części ciała. W związku z tym, że jestem osobą dosyć giętką, za to siły mi brak do standardowych powitań słońca dołożyłam dużo praktyk wzmacniających. Po czasie, cegiełka do cegiełki poczułam, że brzuch i mięśnie grzbietu coraz lepiej mnie trzymają w pionie i pozwalają na więcej. Dobrze by było jednak rozćwiczać ciało w różnych kierunkach. Ciągłe powtarzanie tego samego może doprowadzić do nadmiernego przeciążenia jednej grupy mięśni kosztem zbytniego osłabienia i rozciągnięcia pozostałych. Dlatego warto eksperymentować, bawić się i czerpać jak najwięcej się da z różnych źródeł, aby na końcu odnaleźć coś co będzie tylko nasze. Takie moje, moje, najmojsze.

Zatem podsumowując, jeśli tylko chcesz sprezentuj sobie ten rok 2018. Żeby to był początek Twojej drogi do dobrostanu i do bycia szczęśliwym. Wiem, że początek będzie trudny, bo zawsze coś, ale pamiętaj, że włożony wysiłek wróci. Będą lepsze i gorsze dni, też takie mam, wszyscy mamy!  Ale wytrwanie w postanowieniu daje dużo większą satysfakcję niż sam cel. Joga daje nam narzędzia, aby na tą drogę wejść i na niej pozostać.

Polecane Artykuły

Artykuły, które mogą Ci się spodobać.

Zapisz się do Newslettera!

Dołącz do naszej jogowej społeczności. Otrzymasz od nas darmowe materiały pomocne w praktyce jogi, cotygodniową inspirację oraz ekskluzywny dostęp do jogowych wydarzeń oraz promocji.