Moja joga: historia Olgi

Cześć, od niedawna śledzę Wasz profil, od niedawna też ćwiczę jogę. Chętnie opowiem, jak to się zaczęło.

Nigdy nie stawiałam sobie żadnych noworocznych postanowień, bo zawsze byłam zbyt leniwa, żeby je spełniać. Zawsze byłam szczupła (dzięki za geny, tato!), więc nie miałam też parcia na jakieś szalone treningi czy odchudzanie. Kiedyś grałam w koszykówkę, piłkę nożną, byłam w drużynie strażackiej, ciągle biegałam tu i tam. Uwielbiałam to.

Potem przyszły studia, stała praca, brak czasu…

Oczywiście, były takie momenty, że kładłam się spać z myślą „ no nie, Anka gra w siatkówkę i jest tak wysportowana, a ja to gorsza?”. Więc wstawałam o 6 rano, żeby pobiegać po mieście. Pobiegać to za dużo powiedziane. Po przebiegnięciu 10 metrów czułam się jak maratończyk na finiszu. Zły oddech, zła forma, za szybko. To mnie zniechęcało. Siłownia? Super sprawa. Raz nawet umówiłam się z koleżanką, że pójdziemy na siłownie po pracy. Spotkałyśmy się, wypiłyśmy kawę i zjadłyśmy coś w McDonald’s, po czym stwierdziłyśmy, że jednak siłownia to nie dla nas.

W pracy zaczęły się problemy, do tego mnóstwo stresu w domu, częste kłótnie z chłopakiem, kot ciągle miauczy, chociaż ma pełne miski… Ciągle chodziłam zdenerwowana, nie mogłam zasnąć, budziłam się w nocy, warczałam na wszystko i wszystkich. Nie jadłam regularnie, codziennie piłam alkohol i energetyki (chyba to one utrzymywały mnie przy życiu przez ostatnie pół roku!). W pewnym momencie zaczęłam szukać odskoczni.

Postanowiłam: ćwiczę jogę

W Nowy Rok, po wyjątkowo nieudanej imprezie sylwestrowej stwierdziłam, że to najlepszy czas na zmiany. Teoretycznie nic się nie zmienia, a jednak możemy oszukać umysł, że zaczynamy od zera. Pierwsze, co mi przyszło do głowy to joga. Gdzieś, kiedyś, od kogoś słyszałam, że to niesamowicie rozluźnia. I można się przy tym porozciągać.

moja joga
Oto moje miejsce. Moja forteca. Tu spędzam godzinę dziennie.

Włączyłam pierwszy lepszy filmik na YT z mile wyglądającą Panią i zrobiłam serię lekkich ćwiczeń na kręgosłup szyjny. Następnego dnia, pierwszy raz od dawna obudziłam się bez uciążliwego spięcia między łopatkami! To pociągnęło za sobą dalsze ćwiczenia.

Jestem osobą raczej wstydliwą, więc ćwiczę w domu. Ćwiczę regularnie 5 razy w tygodniu. Głównie pozycje rozciągające i balansujące, na których muszę się skupiać. To doskonała ucieczka od problemów w pracy. Godzina, dzięki której nie myślę dosłownie o niczym oprócz pracy własnych mięśni. Czasem jest ciężko. Nie potrafię zrobić pełnej pozycji, ale mimo wszystko nie poddaje się. Po trzech tygodniach już widzę efekty! Od liceum nie potrafiłam zrobić pełnego skłonu – moje dłonie sięgały może do połowy łydek. Teraz ponownie dotykam dłońmi maty. W siadzie potrafię dotknąć głową kolana, co jeszcze miesiąc temu wydawało mi się nieosiągalne. To małe rzeczy, które dają mi taką radość i pozytywną energię, że zapominam o wszystkim, co złe i czekam tylko kiedy będę mogła zrobić kolejną praktykę.

Nie znam nazw asan. Nie palę kadzideł. Nie robię tego na pokaz przed znajomymi (oczywiście, że się im chwalę, ale nie robię szpagatu na siłę, żeby zrobić super selfie, a potem tydzień nie móc chodzić ). Robię to dla siebie. I czuje się z tym wspaniale. Wszystkie zdjęcia joginek w pięknych asanach nie są moim celem. Chcę być taka sprawna, chcę czuć więcej miejsca w swoim ciele. Odnajdywać spokój w oddechu.

Joga jest dla każdego. Wystarczy zacząć, żeby się w tym zakochać.

Dzięki niej odnalazłam spokój, przestałam się przejmować rzeczami, na które nie mam wpływu – nie tylko podczas ćwiczeń np. nie dosięganie rękoma do maty w niektórych pozycjach – zaczęłam doceniać rzeczy naprawdę ważne. I przede wszystkim, przestałam żyć w pośpiechu. Teraz wszystko w moim życiu płynie swoim rytmem. Śpię jak dziecko. Jestem wypoczęta. Kręgosłup mi nie dokucza, chodzę wyprostowana.

Aha, i od 25 dni nie pije energetyków. Nawet łyka. Nawet nie wącham .
Jestem z siebie zadowolona pierwszy raz od dawna.

Pozdrawiam wszystkich joginów i joginki, którzy są dla mnie wzorem do naśladowania oraz wszystkich tych, którzy dopiero jak ja zaczynają.



O autorze

Olga Krysa

Inne artykuły tego autora