Indie z miłością i śmiechem – recenzja książki

„Indie z Miłością i Śmiechem” zabiorą was w magiczną podróż, pełną zapachów, smaków, uczuć, ciepła, spokoju i radości. Nie jest to z pewnością typowy przewodnik, jakich wiele możecie spotkać na sklepowych półkach. Słusznie zatem nazwany jest “subiektywny” i to właśnie pod tym kryje się cała jego magia.

Indie z Miłością i Śmiechem – podróż jogina do Indii

To książka pełna dźwięków, smaków, odczuć, ulicznego gwaru czy ciszy aśramów. Niekiedy ma się wrażenie bycia tam razem z autorem. Nie palcem po mapie, ale palcem po GoogleMaps śledziłam każdy ruch Piotra. Każde miasto, miasteczko które odwiedził, każdą podróż pociągiem czy autobusem. Trzeba przyznać, że w mistrzowski sposób udało mu się zaszczepić w odbiorcy chęć podpatrzenia i poznania Indii. Chęć przeniesienia się w ten tętniący życiem kraj.

To nie jest praktyczny przewodnik

Jeśli szukasz w przewodniku informacji gdzie przenocować, gdzie zjeść czy też gdzię się dobrze zabawiać to radzę ci odłożyć tę książkę. Ale… jeśli chciałbyś wiedzieć czy pobyt w aśramie Isha Foundation pod Coimbatore jest wart 1000 dolarów (kwocie za jaką przy dobrym gospodarowaniu, jesteś w stanie przeżyć w Indiach pół roku), dlaczego pierwsze centrum Ikea w Indiach powstaje dopiero teraz, gdzie można zjeść polish breakfast (i czy oby na pewno jest ono polish), jak wyglądają indyjskie multipleksy, czy też czemu w Subway są dwie osobne kolejki (dla wegetarian i nie-wegetarian) to jest to z pewnością książka dla Ciebie.

Piotr Bielski zabierze Cię w tak cudowną podróż począwszy od Bombaju, gdzie o 7:00 rano na dworcu w Andheri spotkasz wąsatych mężczyzn, przez choćby Kanyakumari, Havelock Island czy Bodh Gaja – miejsca które dzielą od siebie setki kilometrów. Będziesz chciał do nich wracać co wieczór, z każdym otwarciem książki.

Mówisz Indie, myślisz joga

Dla mnie Indie to joga, Indie to medytacja, Indie to mantry. Nie umiem myśleć inaczej i nie wiązać jednego z drugim. Wędrując z Piotrem przez Indie, wzdłuż i wszerz, zajrzysz do niejednego aśramu, poznasz zasady życia w nich, prawa jakie obowiązują oraz piękno jakie ukazuje każdy z osobna. A musisz wiedzieć, że każdy aśram to jakby inne państwo w państwie. Każdy jest związany z innym mistrzem, inaczej położony i mający inne zasady. Choćby w aśramie Sai Baby, musisz poddać się drobiazgowej kontroli, niczym na lotnisku a pobyt w nim wiąże się z mocną ograniczoną możliwością opuszczania go, to na przykład w Puttaparthi takie ograniczenie nie obowiązuje i można wychodzić do miasteczka tyle razy ile się każdemu podoba.

Jedno jest pewne każdy aśram to swoista republika spokoju i szczęśliwego życia. W każdym rozpoczniesz i zakończysz dzień oddając się praktyce jogi i medytacji. I w każdym znajdziesz ciszę. Niekiedy trzeba za nią sporo zapłacić i coraz więcej jest miejsc ukierunkowanych typowo na turystykę zachodu, niemniej jednak znajdziesz też te dziewicze, nie mające z komercją za wiele wspólnego. A praktykę jogi w Indiach spotkasz oczywiście nie tylko w aśramach. Przewija się ona przez całe Indie, poprzez kobiety medytujące na gankach swoich domów, przez parki z ludźmi wykonującymi asany (każdy według siebie, w swoim tempie i dla siebie).

Kalkuta i niebieska riksza

Mnie zachwyciła niebieska riksza w Kalkucie. To specjalna riksza rowerowa, przekazywana z dziada na ojca,  z ojca na syna, która służy otwartej wspólnocie joginowej. Znajduje się w niej plandeka do rozłożenia na trawie, koce dla joginów, ciepły ćaj a także słodki poczęstunek. O 6:00 rano w Kalkucie, w parku, we mgle, każdy może zatem praktykować jogę

Indie i Ja

Ostatnie wieczory z “Indie z Miłością i Smiechem” wzbudziły we mnie jeszcze mocniejszą chęć odwiedzenia tego kraju pełnego sprzeczności, ciszy aśramów, pięknych miejsc, kraju pełnego przeróżnych guru, gdzie uduchowienie aż unosi się w powietrzu. A jednocześnie kraju głośnego, z przeludnionymi wagonami kolejowymi, autokarami, skuterami na których pomieści się zarówno ojciec jak i trójka jego dzieci. Kraju, niewątpliwie zmysłowego, 1000 smaków i zapachów, kraju którego chciałoby się nie tylko zwiedzać ale i dotknąć, smakować.

Piotr Bielski – pierwszy certyfikowany jogin śmiechu w Polsce. Joga śmiechu nauczyła go bezwarunkowej radości i szczęścia, które można przekazać innym. Więcej informacji o Piotrze i jodze śmiechu możecie znaleźć tutaj.



O autorze

Marzena Jaworska
Joga zawitała do jej życia stosunkowo niedawno, ale zmieniła wszystko. Odkąd praca i pasja to jedno czuje jakby nie przepracowała ani jednego dnia. Zawodowo prowadzi dla Was Internetowe Studio PortalYogi, prywatnie praktykuje ile może, czyta ile może, do tego gotuje (kuchnia to zaraz po macie jej drugie miejsce na ziemi) a kiedy tylko pogoda na to pozwala zamienia auto na rower.

Inne artykuły tego autora