Zapytaj nauczycielkę jogi… cz. 8: jak zakończyć sesje jogi

Hej drogie joginki i jogini, jak właściwie powinnam kończyć sesję pierwszej serii ashtangi? Oczywiście nie jestem w stanie zrobić całości, do tej pory kończyłam na navasanie, a czasami to dostępny czas determinuje moment, w którym przerywam praktykę. W jaki sposób mam zakończyć praktykę? Czy po prostu robię savasana? I w ogóle: co z asanami, które są poza moim zasięgiem, np. supta kurmasana, albo grabha pindasana? Czy mogę je po prostu opuścić i od kukkutasany iść już dalej do końca (bo te końcowe zrobię)? Pytam, bo spotkałam się z opiniami, że układ asan jest absolutnie nienaruszalny i robi się serię do momentu, aż napotykamy przeszkodę nie do pokonania, i na tym kończymy. Więc jak to jest?

Użytkowniczka www.portalyogi.pl

Sekwencja w idealnym porządku- czy to konieczne?

Znajdą się osoby święcie wierzące w porządek sekwencji, ale prawda jest taka, że są pewne fizyczne bariery ciała, których nie przełamiesz ŻADNĄ ilością czasu spędzonego na macie. Sekwencja jest skonstruowana w określony sposób, by dobrze przygotować ciało do dalszych pozycji. Wyczuwam, że garbha pindasana będzie w twoim zasięgu, gdy puszczą blokady w biodrach i lędźwiach, więc rób je na tyle na ile potrafisz– z uproszczeniami, od czasu do czasu sprawdzaj czy może uda ci się zrobić progres. Całkowicie z nich nie rezygnuj. Garbha pindasana rób na początek z nogami skrzyżowanymi, potem w półlotosie a na koniec próbuj pełną pozycję (i wcale nie musi ci ona wychodzić, na początku nie będzie, ale im więcej prób, tym bliżej celu).

Natomiast jeśli chodzi o supta kurmasana, to jest to bardzo trudna pozycja. Może się okazać w praktyce (czego byśmy nie chcieli), że bez naruszenia integralności, stabilności odcinka lędźwiowego i krzyżowego nie będziesz w stanie jej wykonać. Innymi słowy nogi rozciągają się tylko do pewnego momentu, a osoby z budową miednicy uniemożliwiającą dalsze przesuwanie kości udowej do tyłu będą po prostu rozciągać i destabilizować kręgosłup. Trudno powiedzieć, do której grupy należysz.

Ważne, żeby próbować ze szczególną ostrożnością i bez oczekiwań na opanowanie tej asany za wszelką cenę. Jeśli zauważysz progres (bez wciskania się na siłę w pozycję za każdym razem), to znaczy, że twoje ciało pozwoli na więcej. Jeśli ta pozycja powoduje ból- oczywiście wtedy jej nie praktykuj. Nic się nie stanie, jeśli ją wykluczysz, to raczej pozycja kulminacyjna, do niej prowadzą pozostałe asany.*

* zaznaczam, że jest to moje zdanie na ten temat, nie jestem też praktykiem stylu ashtanga, dla mnie ważniejsze wydają się kwestie bezpieczeństwa, wygody i subtelności w asanie, rzeczą drugorzędną jest uświęcona sekwencja.

Jak kończyć?

Jeśli coś ci przerwie, to bez dwóch zdań zakończ w śavasanie choćby kilka minut– relaks końcowy rozprowadzi po całym ciele i odpowiednio zrównoważy powstałą podczas praktyki energię. Jeśli masz jeszcze szansę wykonać całą sekwencję końcową to niezależnie od momentu, w którym skończyłaś- wykonaj serię zamykającą.

Ten wpis jest cześcią serii pytań i odpowiedzi na temat praktyki jogi, na które odpowiada Magdalena Bałdys – instruktorka proawadząca w Internetowym Studiu PortalYogi. Aby móc osobiście porozmawiać w Magdą na Grupie Konsultacyjnej PortalYogi, dołącz do nas dzisiaj!

 

>> Załóż konto na Internetowym Studiu PortalYogi <<

dołącz-do-studia



O autorze

Magdalena Bałdys
Joginka, certyfikowany instruktor Hatha Jogi, naucza również w duchu Ashtanga Vinyasa i Vinyasa Krama (tajniki tych technik zgłębia w Studio Jogi Izabeli Raczkowskiej, gdzie do niedawna uczyła). Przede wszystkim wieloletni praktyk, ale nie liczy dokładnie stażu, ponieważ uważa, że najważniejsze to stale pojawiać się na macie i doświadczać! Pierwotnie joga była dla niej narzędziem do rehabilitacji wrodzonej wady biodra i metodą na utrzymanie świetnej kondycji. Dopiero później bardziej świadoma, ukierunkowana praktyka pojawiła się w jej życiu z wewnętrzej potrzeby- pomaga zrównoważyć ciemne strony charakteru, uczy dostrzegać i pokonywać swoje słabości oraz panować nad emocjami.

Z wykształcenia architektka, z zamiłowania twórczyni biżuterii, żeglarka, pasjonatka literatury, niepoprawna azjofilka. Obecnie, całą duszą i ciałem matka malutkiego Mikołaja, która z wielką pasją wraca do regularnej praktyki po chwilowej przerwie.

Inne artykuły tego autora