Czy Można Medytować Zmywając Naczynia?

No właśnie – czy można medytować zmywając naczynia? Oczywiście! Choć nie wiem, czy z taką pewnością odpowiedziałabym rok temu, kiedy to ambitnie wybrałam sobie mindfulness jako temat mojej pracy dyplomowej. A medytacja głównie kojarzyła mi się z siedzeniem po turecku (Ci bardziej rozciągnięci- w kwiecie lotosu) z zamkniętymi lub utkwionymi w jednym punkcie oczami i usilnym wyzbywaniem się wszelkich myśli. Sporo się zmieniło od tamtego czasu: szczęśliwie ukończyłam studia, zamieszkałam na stałe we Francji i co najważniejsze – znacząco zmieniłam swoje myślenie o medytowaniu.

Mindfulness – A co to takiego?

Koncepcja mindfulness, po polsku często zwana praktyką uważności lub medytacją w ruchu, to szczególny sposób przykładania uwagi na to co dzieje się w danym momencie; to bycie obecnym tu i teraz, pełne przeżywanie bieżącej chwili. Osobiście lubię określać mindfulness jako świadomą obecność.

Często łapiemy się na tym, że jesteśmy „tu i teraz” ciałem, ale nasz umysł wędruje zupełnie gdzie indziej. Świadoma obecność to ciągłe przypominanie sobie, żeby te skaczące myśli zawracać i przywołać umysł, aby był tam gdzie jest i ciało. Świetnie w podstawy koncepcji wprowadza artykuł Julii Wahl- „Co to jest mindfulness”. A ja opowiem Wam, jak udało mi się ją wcielić w życie.

Po pierwsze – czy to w ogóle działa?

mindfulness

Pozwólcie, że przywitam Was w słonecznej Francji.  Tak jak i mnie przywitał słoneczny region Beaujolais kiedy zaczęłam swoją francuską przygodę od winobrania. Winobranie- brzmi błogo, ale nie ukrywajmy, że tak naprawdę to ciężka, fizyczna i dość monotonna praca. Odcinasz kolejne kiście winogron i przesuwasz swój koszyk w kierunku końca-niekończącego się rządka. Na ból pleców i kolan pomagało poranne jogowe „Powitanie Słońca” – ku zdziwieniu Francuzów (bo przecież wino też skutecznie leczy wszelkie boleści), ale co zrobić kiedy mózg zaczyna manifestować swą nienawiść do każdego krzaczka tworząc katastroficzne scenariusze, że szybciej skonasz niż dotrwasz do końca dniówki? Właśnie- co zrobić? Spróbuj być mindful. Zobacz w każdym krzaku swojego sprzymierzeńca, a nie wroga. Postaraj się skupić na tym co robisz- na precyzyjnym odcinaniu każdej kiści. Poczuj w swojej dłoni miękkie rozgrzane słońcem maleńkie grona i ciężar przesuwanego koszyka. Pracuj jak najlepiej, świadomie wykonując każdą czynność przy każdym krzewie, a nie zerkaj nerwowo, że do końca zostało ich jeszcze 15.  Działa.

Kolejny przykład- moja praca. Chcąc osiedlić się w kraju zjadaczy żab i ślimaków, znalazłam swoją pierwszą posadę- na zmywaku. Tak! Początki bywają trudne, ale nie można marudzić- takie było moje nastawienie, jednak szybko zaczęli mnie drażnić ludzie jedzący w restauracjach, kucharze, a nawet mój chłopak, bo każdy z nich brudził naczynia, a ja już nie znosiłam ich myć.  Wszystko się zmieniło kiedy postanowiłam myć te przeklęte talerze z uważnością. Każdy talerz, widelec nóż czy kieliszek dostawał maksimum mojej uwagi. Świadomie wykonywałam każdą czynność, nie zadręczając się myślą, że za moimi plecami piętrzą się kolejne brudne stosy. W danej chwili najważniejszy był ten jeden talerz, który trzymałam w ręce i wycierałam na błysk.

Dużo łatwiej kończyć zadanie, gdy koncentrujemy się na jego poszczególnych etapach. Kończ co zaczynasz, angażuj się całkowicie, nie rozpraszaj się, a nawet nie zorientujesz się kiedy dotrzesz do chwili, w której będziesz cieszyć się z dobrze wykonanej pracy. Takie podejście sprawia, że minimalizujemy ilość błędów, wynikających z nieuwagi (czyt. stłuczonych kieliszków). Nie trzeba nic poprawiać, robić drugi raz. Przykładanie uwagi do wykonywanej pracy wcale nie sprawia, że trwa ona dłużej. Tak jak obsesyjne myślenie o jak najszybszym jej ukończeniu nie sprawia, że faktycznie kończy się szybciej. W ten sposób nawet najbardziej skromna, monotonna czy uciążliwa praca może stać się źródłem zadowolenia, spełnienia i poczucia dobrze wykonanego obowiązku. Mózg lubi być z siebie zadowolony. Na marginesie tylko dodam, że w oczach szefa zostałam perfekcjonistką i już nie pracuję na zmywaku.

A teraz Ty – Spróbuj!

Wybierz jedną czynność domową (zmywanie, prasowanie, odkurzanie,…) której nie lubisz. Nadaje się każda, bo przecież mindfulness to medytacja w ruchu. Świadoma obecność we wszystkim co robisz. Wybierz, a następnie podczas jej wykonywania oddaj jej sto procent swojej uwagi, odczuwaj jak angażuje się Twoje ciało, mięśnie, poczuj zapach i materiał jakiego dotykasz, usłysz dźwięki. Odbieraj wszystkimi zmysłami. Nie irytuj się, że znowu musisz to robić. Nie chciej kończyć jak najszybciej. Bądź i pracuj. Zobaczysz różnicę.

mind5

U mnie podejście mindfulness sprawdza się świetnie, zwłaszcza jeśli chodzi o czynności za którymi nie przepadam i już wiem, że wcale nie trzeba godzinami siedzieć w kwiecie lotosu, aby móc medytować. Medytacja w ruchu to cudowne narzędzie do ćwiczenia naszego rozbrykanego umysłu. Trzeba pamiętać- to nasz Mózg decyduje o tym czy odczuwamy szczęście czy nie. Powinniśmy go ćwiczyć. Warto próbować. Polecam każdemu, bo skoro można coś polubić to dlaczego trwać w „nielubieniu”?

 



O autorze

Magdalena Pardiak
Absolwentka krakowskiej Akademii Wychowania Fizycznego, Instruktor Metody Pilates i form psychofizycznych. Stonowana ryzykantka. Wyda ostatnie pieniądze na dobrą książkę. Lubi grzebać w okolicach mózgu.

Inne artykuły tego autora